O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Unknown White Male

„Unknown White Male”. Reżyseria Rupert Murray. Dokument.

Tytuł mnie zaintrygował. Słyszałam o tym filmie, gdy swego czasu był w nielicznych kinach chicagowskich. „Unknown White Male” jest zapisem poszukiwania tożsamości i historią, która wydarzyła się naprawdę.  

Pewnego lipcowego dnia około trzydziestoletni mężczyzna znalazł się w nowojorskim metrze nie wiedząc kim jest, gdzie jest i dokąd zmierza. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów identyfikacyjnych, więc zgłosił się na policję. W międzyczasie, gdy próbowano ustalić tożsamość mężczyzny dzwoniąc pod jedyny numer telefonu znaleziony w jego rzeczach oraz przeszukując kartoteki i rejestry, został on odesłany do szpitala, gdzie spędził następne kilka dni pozostając bezimiennym. Brzmi interesująco? Dla mnie brzmiało. W końcu po wielu próbach osoba po drugiej stronie telefonu ze znalezionej kartki zdecydowała się porozmawiać z bezimiennym, który okazał się być facetem, z którym kilka razy umówiła się na randkę.

Doug Bruce, bo tak nazywał się mężczyzna wskutek nieznanych przyczyn stracił pamięć. Amnezja w stopniu niemal całkowitym zdarza się niezwykle rzadko, a Doug padł właśnie jej ofiarą. Przez resztę filmu, mężczyzna, który przed tajemniczym wypadkiem był brokerem dzielącym życie między Nowy Jork a Londyn, próbuje wrócić do tego, co stracił i nie może sobie przypomnieć. Powiem Wam, że po dwudziestu minutach minutach wiedziałam, że znalazłam pierwszy film do kategorii „Kiepskie” w mojej blogowej hierarchii.

Owszem, szkoda mi było faceta, bo to musi być bardzo frustrujące mieć 35 lat i nie poznać swojego ojca i siostry na lotnisku, nie pamiętać nic z tego, co się wydarzyło przed wypadkiem, nie wiedzieć kim się jest. Powiem więcej, to musi być szokujące stanąć w obliczu 35 lat życia, które są pustą kartą i trzeba niezwykle silnej woli, aby po czymś takim się podnieść i zacząć żyć od nowa. Problem w tym, że historia mnie nie porwała. Nie wiem, czy do końca uwierzyłam, że Doug NAPRAWDĘ stracił pamięć. W relacjach przyjaciół, na starych zdjęciach i filmach widać japiszona, dla którego niewiele w życiu się liczyło poza dobrą zabawą. Może to mnie raziło, choć bohater zdecydowanie przechodzi przemianę na lepsze po wypadku. Reżyser do końca nie wiedział, czy kto jest narratorem filmu – on czy Doug.  W każdym bądź razie ziewałam przez pozostałą godzinę filmu.

poniedziałek, 11 grudnia 2006, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: