O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Eternal Sunshine of the Spotless Mind

„Eternal Sunshine of the Spotless Mind” (tytuł polski „Zakochany bez pamięci”). Reżyseria Michael Gondry. W rolach głównych: Jim Carrey, Kate Winslet, Kirsten Dunst, Elijah Wood.



Jim Carrey w swoim najnowszym filmie, który wejdzie na ekrany 23 lutego odtwarza postać, która w bohaterze czytanej książce widzi swoje lustrzane odbicie, a wokół tajemniczą liczbę 23. Nic w tym nadzwyczajnego, tyle tylko, że bohater książki zostaje zamordowany. Plotki z planu głoszą, że liczba ta pojawiała się w niespodziewnych miejscach podczas kręcenia, a reżyser thrillera Joel Schumacher wyliczył, że wyreżyserował 23 filmy. Tytuł filmu – oczywiście „The Number 23”.



Tyle tytułem wstępu. Zapowiada się więc kolejna poważniejsza rola Carreya, który skutecznie poradził sobie z dramatycznym repertuarem w „Truman Show” i „Człowieku z księżyca”. Najbardziej podobał mi się jednak w „Eternal Sunshine of the Spotless Mind”. Ten film, nie wiedzieć czemu dostał opinię komedii, a okazał się obrazem o wcale niewesołej treści i wyrazie. Scenariusz napisał Charlie Kaufmann wsławiony „Being like John Malkovich” (ulubiony film męża) oraz „Adaptacją”, w czasie której usnęłam, ale nie dlatego że film był zły, tylko ja zmęczona. Kaufmann lubi wikłać swoich bohaterów w zapętloną czaso-przestrzeń i nie inaczej jest w „Eternal sunshine...”.


Joel (Carrey) dowiaduje się, że jego była dziewczyna Clementine poddała się zabiegowi wymazania wszelkich wspomnień o nim. W odwecie robi to samo, choć tak do końca nie jest przekonany, że postępuje właściwie i gdzieś w zakamarkach świadomości pozostają mu wspomnienia o Clementine. Doktor Mierzwiak, który dokonał zabiegu i jego pracownicy (Kirsten Dunst i Elijah Wood) podejmują próby przeprowadzenia zabiegu do końca, co prowdzi do zaskakujących zwrotów akcji. Ponieważ film nie rozgrywa się w chronologicznym porządku, byłam trochę zagubiona podczas pierwszej pół godziny. Bohaterowie spotykają się przypadkowo na początku filmu, a dopiero potem dowiadujemy się, co stało się wcześniej. Dzięki doktorowi Mierzwiakowi ich pamięć jest czysta, a wspomnienia z wcześniejszego związku nie istnieją. Okazuje się, że ludzka potrzeba bycia z drugim człowiekiem jest silniejsza niż wymazana pamięć i Joel i Clementine zaczynają budować na nowo, to co wykasowali ze swojej podświadomości. Jednoznaczne odpowiedzi w tym filmie nie padają (czego innego można byłoby spodziewać się po Kaufmanie), ale myślę, że czasami dobrze jest ułożyć sobie zakończenie podług własnych uczuć, czego serdecznie Państwu życząc zapraszam do obejrzenia „Eternal Sunshine of the Spotless Mind”.

A tytuł pochodzi z poematu Aleksandra Pope’a „Heloiza i Abelard”:

How happy is the blameless vestal's lot!


The world forgetting, by the world forgot.


Eternal sunshine of the spotless mind!


Each pray'r accepted, and each wish resign'd.

niedziela, 03 grudnia 2006, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2006/12/03 18:48:08
Kaufmanna uwielbiam za "Adaptację". To jeden z lepszych scenariuszy jaki wg mnie w ogóle został napisany. Tymbardziej dziwne, że "Being..." w ogóle mi się nie podobał - od dawna planuję dać mu drugą szansę. Natomiast "Eternal..." uważam za film bardzo dobry, choć 'poważnych' wcieleń Carreya, wcale nie uważam za poważne. Carrey zawsze jest sobą tylko filmy, w których gra od czasu do czasu są mądrzejsze. I "Eternal..." to kolejny tego przykład. No, ale ja się kocham w Kate Winslet więc nie za bardzo zwracałęm uwagę na Jima ;)
-
2006/12/03 20:13:30
No, to ja mam z "Adaptacja" tak, jak Ty z "Being..." - tez sie przymierzam do ponownego seansu. Ja sie moze w Jimie nie kocham, ale jak juz mam wybierac, to wole jego niz Kate ;-) Ale lubie go bardzo, a Ace ventura bawi mnie do lez mimo uplywu lat. Czekam wiec na "Numer 23".
A wczoraj bylam w kinie na "Krolowej" Frearsa ("Niebezpieczne zwiazki"). Jeden z lepszych filmow, jakie widzialam w tym roku. Recenzja sie pisze.
-
2006/12/03 23:38:09
Wiem kto to Frears ;) No to będzie trzeba obejrzeć.

Ace też mnie bawi, choć w zasadzie nie wiem dlaczego :)
-
2006/12/04 16:50:40
Quentiin (czy Quentin?): sadzac po ilosci recenzji na Twoim blogu nie smialabym myslec, ze nie wiesz, kto to Stephen Frears. Wspomnialam "Niebezpieczne zwiazki" z kronikarsko/blogowego obowiazku, a poza tym bardzo lubie ten film, ze o ksiazce juz nie wspomne, bo jest rewelacyjna.
U mnie -8 i wieje.
-
2006/12/08 12:34:02
Jedno 'i'. Drugie 'i' wzięło się w loginie stąd, że pożądany login był już zajęty. Tak więc jestem Quentin i nie piję już od trzech miesięcy :)
-
2006/12/10 22:57:45
Switny film-ale co Gondry mogl innego zrobic?!