O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
United 93

„United 93”. Reżyseria Paul Greengrass.

Dziś rano miałam dość burzliwą dyskusję z mężem na temat „United 93”. Bowiem od momentu, gdy film wszedł na ekrany kin, mąż konsekwentnie odmawiał zobaczenia tego filmu. Ale że jakoś nie wdawałam się z nim w rozmowę dlaczego nie chce, więc temat gdzieś utknął aż do dzisiejszego ranka. Myślałam, że odmawia, bo nie chce widzieć i słyszeć pełnych patosu przemów padających z ekranu, powiewającego gwieździstego sztandaru i całej tej patriotycznej otoczki, którą film mógłby być nafaszerowany.

Rano podzieliłam się z nim moimi spostrzeżeniami po tym, jak obejrzałam „United 93” wczoraj na dvd. Film jest zaskakująco dobry, co gdzieś tam obijało mi się o uszy i oczy w recenzjach i opiniach znajomych. Szczerze mówiąc, sądziłam, że to takie gadanie, bo Amerykanie nie odważą się o „takim” temacie mówić źle. Tymczasem nie mieli żadnych powodów, bo „United 93” jest rzetelnym zapisem tego, co działo się 11 września 2001 r. na pokładzie tegoż samolotu oraz w wieżach kontrolnych monitorujących ruch samolotów nad terytorium USA. Oglądamy zwykły dzień na lotniskach i codzienną pracę dziesiątek osób kontrolujących przestrzeń lotniczą. Wszystko wygląda tak normalnie, że nawet, gdy pojawiają się pierwsze sygnały o porwaniu samolotu (a później samolotów), ja jako widz przez dłuższy czas nie zarejestrowałam, że chodziło o samoloty, które później rozbiją się o wieże World Trade Center. Dowodzi to, że albo moje szare komórki za bardzo się nie wytężały procesem myślowym albo że film jest tak dobrze skonstruowany, że widz nie przeczuwa nadciągającej katastrofy, tak jak nikt jej nie przewidywał 11 września. Pozostańmy przy tej drugiej opcji.

Nie ma powiewających sztandarów, łzawych przemów, jest przerażenie ludzi na ziemi i tych w powietrzu, gdy dowiadują się co stało się z WTC i Pentagonem. Nie wiadomo do końca co zdarzyło się na pokładzie lotu 93 z Newark do San Francisco. Wiadomo, że paseżerowie przeciwstawili się porywaczom. Wiadomo, że samolot ten jako jedyny z czterech, które zostały porwane tego dnia nie osiągnął zamierzonego celu, którym był Kapitol. I to jest film o ludziach na pokładzie tego samolotu, tak anonimowych, jak anonimowi mogą być pasażerowie, z którymi większości z nas zdarzyło się kiedykolwiek lecieć. Żadnych hollywoodzkich nazwisk, żadnych historii o wybranej grupie pasażerów, ich życiu, pracy, rodzinach.

Wracając do męża. Nie patriotyczny wymiar filmu mu przeszkadzał. Jego zdaniem, robienie filmu o tak wielkiej tragedii jest żerowaniem na ludzkiej śmierci i obraz powstał zbyt wcześnie. Zasadniczo, teoria męża jest taka, że dzień po tragedii 9/11, Hollywood powiedziało, że zarobi fortunę na tym, co się stało, a że nie można było nakręcić takiego filmu tuż po, więc odczekano pięć lat. Oczywiście, w filmie nie ma fajerwerków, zamiast tego jest rzetelna relacja, bo nikt by nie kupił filmu utrzymanego w tonie kina akcji z samolotami z impetem wbijającymi się w wieże, z efektami specjalnymi, które wszystkich przyprawiłyby o dreszcze i wbiły w kinowy fotel. Zamiast tego, mamy kameralny „United 93” wyreżyserowany przez małoznanego Paula Greengrassa. Co nie zmienia faktu, że mąż filmu nie zamierza obejrzeć, bo jest osobiście urażony, że Hollywood tłucze kasę na największej tragedii w historii Ameryki.

Tyle mąż. Ja nie uważam, że jest za wcześnie na ten film. Taki obraz wcześniej czy później i tak by powstał, a nie wierzę, że twórcy zdobyliby się na przekazanie wpływów rodzinom ofiar, aby uwiarygodnić, że robią ten obraz nie dla pieniędzy, a z czystej chęci uhonorowania tych, którzy zginęli w samolotach, WTC i Pentagonie. Dlatego ciekawa jestem, jak do tematu podszedł czołowy skandalista hollywoodzki Oliver Stone w „World Trade Center”. Już sam fakt obsadzenia Nicolasa Cage’a, bądź co bądź aktora opromienionego sławą i Oskarem, wydaje mi się ciut podejrzany i obliczony na zysk, ale nie będę wysnuwać pochopnych wniosków. Wrzucam „WTC” do Netflixa. A „United 93” daję kategorię „Koniecznie” za brak hollywoodzkiego podejścia do tematu i uczciwie, bez patosu zrobiony film o  wydarzeniach tamtego wrześniowego dnia.

wtorek, 21 listopada 2006, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2006/11/21 20:10:03
Absolutnie uczciwy film o tej tragedii.
Uczciwy bo powstal bez patriotycznych uniesien, bez rzucajacych sie flag amerykanskich, bez pelnych patosu przemowien "zwyczajnych" ludzi. Praktycznie jest to fabularyzowany dokument (bo powstal na podstawie rozmow telefonicznych pasazerow lotu 93 z rodzinami na ziemi i rozmow pilotow z obsluga naziemna zarejestrowanych przez czarna skrzynke )
Przedstawia normalnych ludzi ktorych los zmusil do niecodziennych i w konsekwencji tragicznych zachowan. Antyhollywodzkosc podkresla jeszcze wziecie angielskiego rezysera ktory juz raz zmierzyl sie z trudnym (takze dla Anglikow) tematem ("Bloody Sunday") plus brak znanych nazwisk w liscie plac.
Czyli zarzut o zerowaniu na tym co sie stalo jest ciut banalnie wyswiechtany...... bo tak naprawde pod ten status bedzie mozna podciagnac wszystko co kiedykolwiek powstanie, film, ksiazka, piosenka, plakat, koszulka...
Moja opinia: kciuk do góry :)
-
2006/11/21 20:52:30
No, wlasnie o tym zerowaniu dyskutowalam z mezem, bo tez sie z nim nie zgadzam. "United 93" broni sie wlasnie brakiem komercyjnego podejscia do tematu. Nie ma w obsadzie Brada Pitta czy kogokolwiek innego z hollywoodzkiego peletonu, kto mogly ze zbolala mina grac jednego z pasazerow, a potem paplac o tym na lewo i prawo we wszystkich mozliwych tabloidach.
-
2006/11/21 23:45:15
Wlasnie!-! Jeszcze jedno, niby spowodowala to postawa ww meza, ale chodzi o szerszy problem krotkowzrocznosc amerykanow. Gdzie sa nowe filmy w ktorych pokazuje sie jak biali mordowali, okradali, Indian lub Murzynow, Gdzie sa filmy pokazujace ze naprawde ogromna czesc amerykanow jest myslowo zacofana i tkwi we wszystkich mozliwych zlych stereotypach o bialym, antysemickim, prymitywnym analfabecie. Tak naprawde to jest wiekszy problem, niz jednorazowe tragiczne zdarzenie.
-
hjuston
2006/11/30 06:01:10
a ja pamietam, ze po obejrzeniu filmu poraz pierwszy w zyciu widzialam jak ludzie nie wstawali od razu z krzesel tylko chwilke posiedzieli. i pomysleli.
-
2006/11/30 16:33:04
Widzialam cos podobnego po seansie "Pianisty" w Warszawie. Moze ze dwie osoby wyszly przed koncem napisow, a ja ryczalam tak, ze az pani obok zapytala sie czy ze mna wszystko ok.