O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Borat

Borat: Cultural Learnings of America for Make Benefit Glorious Nation of Kazakhstan. Reżyseria: Larry Charles. W roli głównej Sacha Baron Cohen.

Poszłam więc zobaczyć film, o którym od kilku tygodni mówi cała Ameryka, a zewsząd słychać pytanie „czy widziałeś/aś już „Borata?” oraz mniej lub bardziej wyświechtane komunały o komedii wszechczasów albo co najmniej roku. Niewątpliwie reklama robi swoje, bo gdy wybrałam się na „Borata” dzień po premierze, bilety były wyprzedane do cna, czego nawet najstarsi górale nie pamiętają. W ostatnią sobotę miałam więcej szczęścia i zasiadłam w oparach popcornu z młodzieżą w wieku niepozwalającym jej jeszcze na samodzielny zakup Buda czy Millera.

„Borat” interesował mnie, bo chciałam zobaczyć, czy rzeczywiście film jest tak politycznie niepoprawny, jak głosi wieść gminna. Otóż jest. Począwszy od pierwszych scen, gdy Borat (twórca postaci Sacha Cohen) przedstawia swoją wioskę i rodzinę, poprzez cały pobyt bohatera w Juesej, film jest niepoprawny, momentami na granicy dobrego smaku, a czasami poza jego granicami. Do miana niepoprawnego przyczyniła się niezbicie seria żartów o Żydach. Już na początku filmu Borat wyjaśnia, że w jego wiosce zamiast pędzenia byków, odbywa się pędzenie Żydów, a dokładniej wielkich kukieł Mr. Jew i Mrs. Jew. Gdy Borat zatrzymuje się w bed&breakfast, odkrywa, że właściciele są Żydami, a widząc karaluchy w swoim pokoju, myśli, że to przeistoczeni w nie Żydzi, rzuca w nich jednodolarówkami, chcąc ich przekupić. Dostaje się gejom, politykom, kościołowi, Afro-Amerykanom i zasadom moralnym społeczeństwa amerykańskiego. I chwała Cohenowi za to, że zrobił film na przekór utartym schematom, że nie bał się zaatakować „świętych krów” i że wyśmiał Amerykanów od góry do dołu.

Najmocniejszą stroną filmu jest jego koncept. Otóż część przypomina nieco filmiki z „Ukrytej kamery”, gdy bohaterowie nie wiedzą, że są filmowani. Borat, podróżując po Juesej jako kazachstański dokumentalista, nie informuje swoich rozmówców, że są częścią innego, całkiem innego projektu. Wiele scen jest improwizowanych i ich komizm opiera się na nieświadomości uczestników. Sceny, które znalazły się w scenariuszu nie mają już tej świeżości. Po wyjściu z kina, wszystko, co powiedziałam o „Boracie”, to „okay”. W wielu miejscach humor jest na poziomie, który tylko chłopcy z high school mogą docenić. Całość nie wbiła mnie w fotel ani nie wryła w pamięć, choć uśmiałam się porządnie. Może po prostu oczekiwania były za duże.

Daję kategorię „dobre”, bo do „kiepskich” jednak „Borat” się nie zalicza. A jeśli kolega Marxx (pozdrawiam) uzna, że i tym razem recenzja za poważna, to może dlatego, że tym razem film był tylko średni.

PS.  Jako próbka humoru Borata, wywiad z głównym bohaterem przeprowadzony przez szacownego Guardiana.

poniedziałek, 20 listopada 2006, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2006/11/21 00:00:53
Yakshemash! I like you! I like sex! taki jest Borat :) I o to chodzi, bo na pewno nie chodzi o rozrywke na wyzszym poziomie, bawienie sie slowem Zyda Seinfelda czy niedopowiedzenia i humor sytuacyjny Zyda Allena :)
Niemniej jednak "Borat" zdal egzamin, ludzie padaja ze smiechu i od czasu do czasu zastanawiaja sie ze cos tu jest "nie tak" w JuEs and Ej. Gdzie pseudoreligijni pastorzy wprowadzaja w ekstaze tlumy ludzi, gdzie pd Stanow nadal jest niezbyt tolerancyjne, gdzie kretynskie kawaly o Zydach nie sa potepiane przez sluchaczy, gdzie wsrod Czarnych mieszkancow kwitnie kretynska moda na noszenie spodni na wysokosci jajec ......Wszystko to pokazane jest w przesmiewczy sposob tym bardziej przesmiewczy ze dokumentalny i chociazby dlatego ten film jest rewelacyjny...i o to chodzi :)
A to ze sa jeszcze inne lepsze komedie i beda tez nastepne ...ciesze sie z tego bardzo :)
-
2006/11/21 00:29:10
Moja ulubiona scena to ta, w ktorej Borat spotyka chlopakow z getta, a ci udzielaja mu rad, jak byc cool, po czym Borat wyskakuje go recepcjonisty w hotelu z haslem "whassup, vanilla face". Perelka. Ja nie mowie, ze to jest zly film, bo nie jest, ale posrod wielu komedii, ktore zdarzylo mi sie obejrzec, ta akurat nie bedzie zajmowala czolowej lokaty w moim prywatnym zestawieniu. Okay, musze leciec, bo spoznie sie na pociag.
-
hjuston
2006/11/30 06:06:34
nie wbila cie w fotel scena z golym grubasem? mnie wbila.
moja ulubiona scena to borat robiacy kupe przed budynkiem donalda trumpa. za to, ze nie chcial kupic od niego rekawicy do lodow ...
-
2006/11/30 16:36:42
Wbila, bo byla jednoczesnie obrzydliwa i smieszna. Ale chyba bardziej oblesna niz zabawna. Cohen jako Ali G jakos mi zawsze dzialal na zeby.