O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
The Departed

„The Departed”. Reżyseria Martin Scorsese. W rolach głównych: Jack Nicholson, Leonardo DiCaprio, Matt Damon, Alec Baldwin, Mark Wahlberg, Martin Sheen. W Polsce od 27 października.

Martin is back! Po słabych, moim zdaniem, „Gangach Nowego Jorku” i takim sobie „Awiatorze” reżyser nakręcił film w swoim dawnym stylu: mafia, policja, przemoc, narkotyki, czyli „Chłopaki z ferajny” XXI wieku, w którym telefon komórkowy decyduje o życiu i śmierci. W „The Departed” (po polsku „Infiltracja” – kolejne kuriozalne tłumaczenie jakiegoś patałacha, któremu nie chciało się wymyślić niczego lepszego) zgromadził śmietankę hollywoodzkich aktorów na czele z nieustającym Jackiem Nicholsonem. Choć nie Jack był tym razem najlepszy. Podobały mi najbardziej charaktery z drugiego planu w wykonaniu Aleca Baldwina i Marka Wahlberga oraz pierwszoplanowy Leonardo DiCaprio.

DiKarpio, jak to mawia mój tata, robi teraz u Scorsese za nowego de Niro i z filmu na film idzie mu coraz lepiej. To już ich trzeci wspólny projekt (dwa poprzednie: patrz pierwszy paragraf) i jak do tej pory bezspornie najlepszy pod każdym względem. Scorsese jest niczym wytrawny chirurg, który nie bacząc na krew wokoło chlaszcze bohaterów i publiczność nie dając wytchnienia ani jednym ani drugim. Facet zna się na swoim rzemiośle, jak mało kto i choć trudno ogląda się tyle przemocy, to jest ona uzasadniona. Nie można zrobić filmu o mafii i policji bez zabijania.

Tłem dla „The Departed” jest Boston. Policja depcząc po piętach lokalnemu gangserowi Frankowi Costello (Nicholson) nie ma pojęcia, że w jej szeregach pracuje jego wtyczka Colin Sullivan (Matt Damon). Ale i niebiescy nie zasypiają gruszek w popiele i w brygadach Franka umieszczają swojego człowieka Billego Costigana (DiKarpio). Jest oczywiście kwestią czasu, że zarówno Costello, jak i policja dowiedzą się, że mają u siebie szczura. Sęk w tym, że jak to powiedział Frank na początku filmu „jeśli stajesz oko w oko z załadowaną spluwą, to jaka jest różnica między tym, czy jesteś policjantem, czy kryminalistą?”.

Nie bardzo rozumiem, jak można było nie przetłumaczyć oryginalnego tytułu, a przynajmniej spróbować pokusić się o lepszy tytuł niż bezpłciowa „Infiltracja”. Wprawdzie interpretacja filmu jest rzeczą subiektywną i być może polski dystrybutor nie zauważył tego, co dla mnie było oczywiste. W filmie pada cytat „Heaven holds their faithul departed”, co znaczy mniej więcej tyle, że w niebie znajduje się miejsce dla tych, którzy odeszli z tego świata - dla wszystkich bez wyjątków i bez znaczenia jest to, czy jesteś dobry, czy zły, bo obliczu śmierci wszyscy są równi. Nie wiem, czy zinfiltrowani nieangielskojęzyczni widzowie dostrzegą ten niuans.

Jeśli miałabym spekulować, czy tym razem Akademia Filmowa przyzna Martinowi Oskara za reżyserię, powiedziałabym, że jeśli byli na tyle ślepi, żeby nie dać mu statuetki za „Wściekłego byka” czy „Chłopaków z ferajny”, to nie dadzą mu i za ten film. Scorsese dostanie za parę lat Oskara za całokształt i na tym się skończy. Szkoda, że jeden z najlepszych reżyserów ostatnich dwudziestu lat nie został do tej pory uhonorowany przez akedemików z Hollywwod. Ale poczekajmy do wiosny 2007.

piątek, 20 października 2006, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
hjuston
2006/10/30 01:31:23
wczoraj widzialam i bardzo mi sie podobal ten film
siedzialam do konca jak na szpilkach
-
2006/10/30 16:44:25
O mamo, ja tez, nerwy mialam jak postronki. Naczytalam sie sporo o oryginale z Hong Kongu ("Internal Affairs") i juz wrzucilam do Netflixa, zeby porownac.
-
quentiin
2006/10/31 01:14:22
inFernal affairs
-
2006/10/31 05:45:16
Ups. Bylam blisko. Dzieki za wylapanie literowki.
-
quentiin
2006/10/31 22:46:51
Proszę uprzejmie i polecam się na przyszłość :)
-
2006/11/14 01:04:38
"Aviator" & "Gangi..." slabe, OK. Ale to zalezy od nastawienia widza, jego zdolnosci do swobodnego przechodzenia miedzy stylami i obiektywnego przyswajania obrazow. Np. "Lowca androidow" jest swietny i "Bananas" Allena jest rewelacyjny , choc tych filmow nie mozna porownywac:) Powracajac do tych 2 pierwszych filmow , Scorsese sadze ze chcial zapodac widzom filmy kostiumowe z lat.... Choidzilo o pokazanie , pewnej zamierzchlej epoki na podstawie fajnej historii i jeszcze lepszej scenografi...I to wszystko absolutnie sie udalo. :)
-
Gość: enjoy, 195.205.44.*
2007/03/28 13:50:30
Jeśli komuś podobał się ten film, to proponuję obejrzeć oryginał "Infernal affairs". Klon Scorsese to jedynie spłycona i uproszczona tego filmu. Nie wiem jak można się zachwycać przeciętnym remake'iem dużo lepszego, trzymającego w napięciu, znakomicie zagranego i zrealizowanego filmu...
-
zmroki
2007/05/12 16:08:16
No wlasnie... kto widzial Infernal affairs inaczej oceni prace wykonana przez Scorsese. Tak mi sie przynajmniej wydaje. ;-) wiekszosc scen pokopioowana.. amerykanska koncowka... bohaterowie tez jakby podobni... tyle, ze juz nie skosnoocy. Dla mnie Infiltracja to przyklad smutnej rzeczywistosci, ze licza sie pieniadze i reklama. Scene na dachu skopiowano co do joty... no ale coz.. Oscary to tylko oscary przez male o ;-)Ja osobiscie docenilbym role Walberga.. a resszta to dobra (tego nie kwestionuje) kopia.. ;-)
-
2007/05/12 18:17:10
Ja jeszcze i nadal nie widzialam, ale film czeka cierpliwie w kolejce. Witam u siebie.
-
zmroki
2007/05/13 11:22:18
Gdzie moje maniery.. witam.. ja juz od jakiegos czasu podgladam ;-)