O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Little Miss Sunshine

W Polsce od 24 listopada pod tytułem "Mała miss".

Ten film ilustruje amerykańskie szaleństwo na punkcie piękności, wygrywania oraz pasję narodu do wymyślania niestworzonych konkursow, zawodów i konkurencji (obok zawodów w jedzeniu hotdogów na czas, Halloween, ubrań dla psów i kawy Starbucks). Typowa poschizowana amerykańska familia jedzie z Nowego Meksyku do Kalifornii, aby najmłodsza latorośl mogła wziąć udział w Little Miss Sunshine Pageant, czyli konkursie piękności dla dzieci. Bożesz ty mój, nie wiem, kto wymyślił te gołębie (bo mi się pageant zawsze z pigeonem, czyli gołębiem kojarzy), ale jeśli te konkursy w rzeczywistości wyglądają, jak w filmie, to Panie, miej w swojej opiece te dzieci i ich upośledzonych rodziców.

Historia jest z gatunku „film drogi”. Proszę się tylko nie spodziewać Harleyów Davidsonów czy innych Fordów Mustangów typowo kojarzących się z amerykańskim przemysłem motorozycyjnym i filmowym. Mamy tutaj stary, wysłużony hippisowski Volkswagen bus, którym podróżuje wesoła załoga. A ekipa jest doborowa i składa się z rodzicieli niedoszłej miss, jej brata, dziadka oraz wujka. Dziadek wciąga kokę i twierdzi, że gdy był młody, to szaleństwem było wciągać, a na starość szaleństwem jest nie wciągać. Braciszek zaczytuje się Nietzschem, a dodatkowo złożył śluby milczenia i nie odzywa się od dziewięciu miesięcy ziejąc nienawiścią do całego świata. Tata (Greg Kinnear) zajmuje się nauczaniem własnego programu dziewięciu kroków, który z każdego ma uczynić zwyciezcę, bo ludzie dzielą się tylko na dwie kategorie: zwycięzców i przegranych. Sęk w tym, że w praktyce metoda zawodzi i tata staje w obliczu bycia tym drugim. Wujek (Steve Carrell) właśnie próbował popełnić samobójstwo po tym, jak najpierw zakochał się w swoim studencie, potem został wyrzucony z uczelni, a na koniec dowiedział się, że boyfriend jego niedoszłej miłości dostał stypendium, którego nie powinnien dostać. Mama (Toni Collette) wydaje się być najnormalniejsza z towarzystwa.

„Little Miss Sunshine” jest komedią dramatyczną, bo i dramatycznych wyborów muszą wszyscy dokonywać w czasie kilkusetmilowej podróży do Kalifornii. Po drodze zdarzają się sytuacje komiczne i tragiczne i nie wiadomo, czy śmiać się na jednych i płakać na drugich, czy może odwrotnie. Dla tych, którzy lubią inteligentny humor oraz sprytnie przemycone rozważania o marzeniach, iluzji i byciu sobą. I chcą posłuchać rad o kobietach, jakie dziadek udziela wnukowi.

wtorek, 03 października 2006, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
hjuston
2006/10/27 19:19:55
cholernie mi sie ten film podobal
a w ogole to gratuluje nowego bloga
-
2006/10/27 21:08:56
Dziekuje.